środa, 7 września 2016

4 to lepiej niż 3..

Oczywiście tytuł wpisu nie pasuje do wszystkich sytuacji jakie mogą nas w życiu spotkać ale akurat w tym wypadku tak jest i to w jak najbardziej pozytywnym aspekcie. Skoro za jednym wyjściem do sklepu można przynieść 4 zamiast 3 butelek ulubionego napoju to chyba większość się ze mną zgodzi, że to zmiana na plus. I tak oto przedstawiam nosidło o powiększonej przestrzeni ładunkowej i całkowicie odmiennej konstrukcji. Taa..daaa.. mmm..


A gdyby ktoś pytał po co nam kolejne nosidło to można się powołać na równouprawnienie ;) Kobiety też nie poprzestają na jednej torebce ;)

niedziela, 14 sierpnia 2016

Odrobina lansu dla piwosza.

Czy można się wyróżniać idąc na zakupy? Można! Nie chodzi mi tutaj o kogoś kto w upalny, słoneczny dzień (tak, tak podobno taka pogoda zdarza się latem.. ;-) ) wchodzi do marketu lub osiedlowego sklepiku, w kaloszach po kolana i porozciąganym golfie :-). Mam na myśli np. fajną filcową lub materiałową torbę na zakupy i takie tam podobne gadżety. Ale jakoś tak kojarzy nam się to głownie z kobietami, a co z mężczyznami ja się pytam? 
Dla facetów powstało to oto nosidło na piwo (oranżada też powinna pasować ;-) ).

Projekt można zaliczyć do tych proekologicznych, recyklingowych. Materiał to drewno z euro palety i kawał liny.
 Taki sprzęt ułatwia transport pustych butelek do sklepu i pełnych w kierunku przeciwnym. Szkło nie stuka z irytującym dźwiękiem i nie ma obaw o to, że coś nam wypadnie i roztrzaska się o matkę ziemię, jak to może się zdarzyć przy foliowych reklamówkach...
Co tu dużo pisać idąc do osiedlowego sklepiku z takim nosidłem mamy +100 do prestiżu i nawet poczciwy Specjal czy Leszek zyskuje na atrakcyjności. Osiedlowy pan Zenek może nam pozazdrościć :)

czwartek, 19 listopada 2015

kolorowe wyzwanie

Trzy dni ciężkiej, aczkolwiek bardzo przyjemnej pracy, zaowocowały broszką w kształcie kwiatka. Pracę przygotowałam na wyzwanie Pomorze Craftuje. Do wyzwania przygotowywałam się długo. Jakoś nie miałam pomysłu jak "ugryźć" tą paletę barw, a gdy w końcu doznałam olśnienia i już wiedziałam co moje ręce mają robić, okazało się,  że do końca wyzwania pozostały jedynie trzy dni. Bałam się, że nie zdążę skończyć broszki. Ba, momentami byłam nawet tego pewna. Ale stał się cud! Szyłam, szyłam i uszyłam :))). Jestem bardzo szczęśliwa że udało mi się wyrobić.
Oto ona, moja broszka - kwiatek:






Niniejszym oficjalnie zgłaszam pracę na wyzwanie Żyj kolorowo






czwartek, 18 czerwca 2015

Landrynkowo chorobowo

Są, wczoraj przyjechały. Przepiękne, landrynkowe agaty brazylijskie od Royal Stone ! Śliczne soczyste kolory aż ma się ochotę je zjeść :) bo wyglądają jak małe cukiereczki. Zagrzebałam się ostatnio w sznurkowo-rzemykowych bransoletkach ale na widok tych cudeniek rzuciłam wszystko. Od rana kleję i szyję na tyle na ile dziatwa pozwoli. A niestety schorowana dziatwa na niewiele pozwala :(. Jedno młode dopadła szkarlatyna, a zaraz po niej ospa, drugie młode na razie tylko kaszle, przy czym do tego "tylko kaszlu" dołączyła się ciężka choroba zwana "upierdliwością wielką". Żyjemy w oczekiwaniu na szkarlatynę i ospę u młodszej, sami nieco posmarkując. I tak w tym domowym szpitalu, gdzieś pomiędzy marudzeniem młodszej, nawoływaniem starszej, lekami, smarowidłami itp może uda mi się znaleźć trochę czasu na pisanie (to zawodowe i to blogowe) i robótkowanie. Trzymajcie kciuki bo patrzy na mnie wielki karton sznurków i rzemyków wszelakiej maści i dwa piękne landrynkowe agaty już przymocowane do podkładu i wołające "czekamy - bierz się za nas!". Oj będzie coś z tego będzie :))))




niedziela, 22 marca 2015

koralikowo nakręcona :)

Od wczoraj chodzę cała pozytywnie koralikowo zakręcona. No nie, nie ... koralikowo zakręcona to ja jestem cały czas :) ale bywają takie momenty kiedy zwyczajnie nie ma pomysłów albo nawet jak są, to brakuje czasu na ich realizację. Tymczasem od wczoraj każdą chwilę (niekoniecznie wolną ;-P) wykorzystuję na koralikowanie a w głowie kłębią mi się pomysły na kolejne prace. Każdy z nich aż krzyczy w mojej głowie: "ja, ja, ja pierwszy!", "mnie zrób!". Cóż mnie tak pozytywnie nakręciło? Spotkanie! Do tej poty myślałam że żyję na koralikowo haftowej pustyni. Zazdrościłam dziewczynom z innych regionów Polski, że się spotykają i wspólnie koralikują. Tymczasem okazało się, że Pomorze jednak pustynią nie jest! nie jestem sama haftująca! Było fantastycznie i bardzo koralikowo. Niektóre przyniosły plecionki, inne hafty, sznury koralikowe, krosna ... no koralikowy raj! Wszystkie prace piękne i niesamowicie inspirujące. Najbardziej cieszy to, że spotkania mają szansę odbywać się cyklicznie! Wstępnie umówiłyśmy się na 18 kwietnia. Może jeszcze ktoś ma ochotę dołączyć!?

Motywację mam. Wieczorami, jak dzieciarnia uśnie staram się koralikować choć nie zawsze mam siłę po całym intensywnym dniu. W każdym razie powoli tworzą się kolejne projekty które niedługo Wam pokażę. Na razie coś co jakiś czas zalegało w szufladzie: kolczyki Miranda w odcieniach szarości, srebra i pomarańczu. Mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu.






sobota, 10 stycznia 2015

WOŚP 2015

Jutro kolejny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jestem bardzo dumna i szczęśliwa, że i tym razem mogłam wziąć udział w projektach przygotowywanych pod szyldem Biżuteryjki dla WOŚP.
Tegoroczne projekty są dla mnie szczególne, bo powstały z wykorzystaniem mojej ukochanej techniki czyli haftu koralikowego.
Wzięłam udział w przygotowaniu dwóch masek weneckich: Femme Fatale i Kleopatry. Przyznam że były to wielkie wyzwania. Obie maski to tzw. "wędrasie" czyli każda z twórczyń wykonywała jakiś element i przesyłała maskę dalej do kolejnej osoby.
Od razu podaję Wam linki pod którymi można a nawet trzeba (!) licytować nasze maski weneckie:

Maska wenecka Kleopatra
Maska wenecka Femme Fatale

Najpierw przyszło mi się zmierzyć z "Kobietą Fatalną". Nie będę się tu rozpisywała teraz jak powstawała maska, bo wszystko możecie przeczytać w moim tekście na stronie bizuteryjkidlawosp.pl.
Pokażę Wam natomiast kilka fotek.
Tak powstawała Femme Fatale:



Oto jak wyglądała kiedy wypuszczałam ją w daleki śwat:



A to efekt końcowy na wspaniałych zdjęciach wykonanych przez Karolinę Krupę:
fot. Karolina Krupa 
modelka: Marlena Kupryjaniuk










Przy Femme Fatale wykonywałam jedynie fragment maski za to przy Kleopatrze czekało na mnie dużo większe wyzwanie: wykonanie korony.
Zapraszam do przeczytania tekstu jak powstawała Kleo: Nadchodzi Królowa. W przypadku Kleopatry była to istna walka z czasem i z własnym zmęczeniem. Maska przyjechała do mnie w ostatnich dniach listopada. Na początku grudnia rozpoczęłam pracę nad projektem a potem zaczęło się rysowanie, cięcie i szycie.


Cudowne koraliki i kamienie półszlachetne które udostępniła mi firma Korallo zaczęły powoli znajdować swoje miejsce. Szyłam wieczorami, kiedy dzieci już spały, zazwyczaj kończąc pracę grubo po północy. Tymczasem zbliżało się Boże Narodzenie i trzeba było załatwić przedświąteczne sprawy zakupowe, sprzątaniowe i jedzeniowe. Gdzieś pomiędzy ubieraniem choinki a gotowaniem wigilijnego barszczu królowa została ukoronowana.



Z tą koronacją też wcale nie było tak łatwo, o nie :) I w tym miejscu należą się ogromne podziękowania mojemu kochanemu mężowi. To on wpadł na pomysł jak to zmontować żeby się wszystko trzymało i nie rozpadło ("to" czyli przecudną kobrę wykonaną przez Beatę, do korony i całość maski). Ufff , udało się i przysłowiowym rzutem na taśmę, na dzień przed Wigilią, Kleopatra wyruszyła w podróż do Białegostoku na sesję fotograficzną, której efekty możecie zobaczyć poniżej:
fot. Karolina Krupa 
modelka: Sylwia Rynkiewicz












czwartek, 1 stycznia 2015

Kolczyki jesienne

Chciałabym Wam dziś pokazać kolczyki, które zrobiłam już co prawda jakiś czas temu ale dopiero teraz doczekały się obfocenia :). Przepiękny karneol, w towarzystwie koralików toho, fire polish i leaves, w odcieniach brązu, złota, pomarańczu, fioletu i różu, to wspomnienie jesieni. W kalendarzu zima, za oknem pogoda nie może się zdecydować i częstuje nas to deszczem to śniegiem, a tu kawałek prawdziwej złotej polskiej jesieni!